W debacie o lasach bardzo często słyszymy pytanie: „Kto zapłaci za ochronę przyrody?”. Tymczasem znacznie rzadziej pada pytanie ważniejsze: ile społeczeństwo zyskuje dzięki dobrze chronionym lasom?
To zasadniczy błąd w myśleniu o gospodarce leśnej. Każdą inwestycję oceniamy przecież przez bilans kosztów i korzyści. Dlaczego więc w przypadku lasów mówi się niemal wyłącznie o utraconych przychodach ze sprzedaży drewna, a pomija wartość usług, które las świadczy każdego dnia – bez wystawiania faktur?
Profesor Marek Giergiczny z Uniwersytetu Warszawskiego od wielu lat zajmuje się ekonomiczną wyceną pozaprodukcyjnych funkcji lasów. Jego badania pokazują, że nowoczesna ekonomia nie ogranicza wartości lasu do ceny drewna. Wręcz przeciwnie – optymalna gospodarka leśna powinna maksymalizować całkowite korzyści społeczne, a nie jedynie przychody z pozyskania surowca. Las dostarcza społeczeństwu szeregu usług ekosystemowych, których wartość jest realna, choć nie pojawia się w księgach rachunkowych Lasów Państwowych. Oczyszcza powietrze, magazynuje dwutlenek węgla, ogranicza skutki suszy i powodzi, chroni glebę przed erozją, poprawia jakość życia mieszkańców oraz zapewnia miejsce wypoczynku milionom ludzi. To są konkretne korzyści ekonomiczne, nawet jeśli nie są sprzedawane na rynku.
Badania prowadzone przez prof. Giergicznego pokazują również, że ludzie zdecydowanie preferują stare, różnogatunkowe, różnowiekowe lasy o naturalnej strukturze, z ograniczoną gospodarką leśną i bez intensywnych śladów pozyskania drewna. To właśnie takie lasy mają najwyższą wartość rekreacyjną.
To oznacza, że las pozostawiony bliżej natury nie jest „bezużyteczny”. Wręcz przeciwnie – dostarcza społeczeństwu większych korzyści niż las intensywnie użytkowany gospodarczo.
Szczególnie dobrze widać to w górach. W Beskidach podstawową funkcją lasu nie powinna być produkcja drewna, lecz ochrona zasobów wodnych. Górskie lasy zatrzymują wodę opadową, spowalniają jej odpływ, stabilizują stoki i ograniczają ryzyko powodzi. Chronią również ujęcia wody pitnej, z których korzystają mieszkańcy regionu. W czasach coraz częstszych susz i gwałtownych opadów właśnie ta funkcja nabiera strategicznego znaczenia.
Paradoks polega na tym, że jednocześnie wiele nadleśnictw górskich prowadzących intensywną gospodarkę leśną nie jest w stanie utrzymać się wyłącznie z produkcji drewna. Od lat pozostają trwale deficytowe i funkcjonują dzięki dopłatom z Funduszu Leśnego, finansowanego przez bardziej dochodowe nadleśnictwa z innych części kraju.
Dotyczy to również Nadleśnictwa Bielsko, którego deficyt jest pokrywany właśnie z Funduszu Leśnego. Trudno więc przekonywać, że gospodarka nastawiona na maksymalizację pozyskania drewna stanowi tu ekonomiczny sukces. Skoro działalność surowcowa wymaga stałego subsydiowania, narzuca się myśl, że większy pożytek dla społeczeństwa przyniosłoby większe skoncentrowanie się na funkcjach ochronnych i społecznych tych lasów.
To nie jest postulat rezygnacji z gospodarki leśnej wszędzie. To postulat racjonalności ekonomicznej.
Jeżeli w górach największą wartością jest bezpieczeństwo wodne mieszkańców, ograniczanie ryzyka powodzi, stabilność stoków, ochrona różnorodności biologicznej oraz atrakcyjność krajobrazu przyciągającego turystów, to właśnie te korzyści powinny stanowić podstawę oceny sposobu gospodarowania lasami.
Las nie jest wyłącznie plantacją drewna. Jest infrastrukturą naturalną, od której zależy jakość życia mieszkańców, bezpieczeństwo wodne regionu, zdrowie ludzi oraz odporność środowiska na zmiany klimatu. Drewno jest tylko jednym z produktów lasu – i w wielu miejscach wcale nie najważniejszym.
Dlatego zamiast pytać wyłącznie o koszty ochrony przyrody, powinniśmy zacząć pytać o coś znacznie ważniejszego: ile kosztowałby nas brak tej ochrony?
Inicjatywa "Las wokół miast"